W pustyni i w puszczy, rozdział 20, str. 4 |
129
I rzeczywiście nie było innej rady, jak wysłać dzieci na nową
tułaczkę. Hatim, który okazał się zupełnie dobrym człowiekiem,
troszczył się tylko o to, czy Gebhr, którego okrucieństwo poznał w
czasie drogi, nie będzie znęcał się nad nimi. Ale groźny Seki-Tamala,
wzbudzający strach nawet we własnych żołnierzach, kazał przywołać Sudańczyka i zapowiedział mu, że ma odwieźć dzieci żywe i zdrowe do Smaina, a zarazem obchodzić się z nimi dobrze, gdyż inaczej zostanie powieszony. Dobry Hatim uprosił jeszcze emira, by darował małej Nel niewolnicę, która by jej służyła i opiekowała się nią w drodze i w obozie Smaina. Neł ucieszyła się bardzo tym podarkiem, zwłaszcza gdy okazało się, że niewolnica jest młodą dziewczyną z pokolenia Dinka, o miłych rysach i słodkim wyrazie twarzy. Staś wiedział, że Faszoda to śmierć, tłumacz rosyjski więc nie prosił bynajmniej Hatima, by nie wyprawiano ich w nową, trzecią z kolei podróż. W duszy myślał też,. że jadąc na wschód i południe zbliżyć się muszą bardzo do południowych granic abisyńskich i że będzie można uciec. Miał nadzieję, że na suchych wyżynach Nel uchroni się może od febry, i z tych wszystkich przyczyn chętnie i gorliwie zajął się przygotowaniami do drogi. Gebhr, Chamis i dwaj Beduini nie byli także przeciwni wyprawie licząc i na to, że przy boku Smaina uda im się upolować sporą ilość niewolników, a potem sprzedać ich korzystnie na targach. Wiedzieli, że handlarze niewolników dochodzą czasem do wielkich majątków, w każdym razie woleli jechać niż pozostawać na miejscu pod ręką Hatima i Seki-Tamali. Przygotowania zabrały jednak sporo czasu, zwłaszcza że dzieci musiały wypocząć. Wielbłądy nie mogły już być użyte do tej podróży, więc Arabowie, a z nimi Staś i Nel mieli jechać konno, Kali zaś, niewolnik Gebhra, i Mea, tak nazwana z porady Stasia służąca Nel, iść piechotą przy koniach. Hatim wystarał się też o osła, który niósł namiot przeznaczony dla dziewczynki i żywność dla dzieci na trzy dni. Więcej nie mógł jej udzielić Seki-Tamala. Dla Nel urządzono coś w rodzaju kobiecego siodła z wojłoku, mat palmowych i bambusów. Trzy dni spędziły dzieci dla odpoczynku w Faszodzie, lecz niezmierna ilość komarów nad rzeką czyniła tu pobyt wprost nieznośnym. W dzień pojawiały się roje wielkich niebieskich much, nie gryzących wprawdzie, ale tak uprzykrzonych, że właziły w uszy, obsiadały oczy i wpadały nawet w usta. Staś słyszał jeszcze w Port- Saidzie, że komary i muchy roznoszą febrę i zarazki zapalenia oczu; w końcu więc sam prosił Seki-Tamalę, by ich jak najprędzej wyprawił, zwłaszcza że zbliżała się wiosenna pora dżdżysta. |
| 2008-10-17 10:13:02 |