W pustyni i w puszczy, rozdział 24, str. 3 |
Staś nie mógł wkrótce rozpoznać,
skąd dochodzą ich głosy, gdyż echo powtarzało je w wąwozie, skała
odsyłała je skale, szły górą i dołem, napełniały las, dżunglę, nasycały
całą ciemność grzmotem i trwogą.
Jedna tylko rzecz zdawała się chłopcu pewna, a mianowicie, że
zbliżały się coraz bardziej. Kali zmiarkował również, że lwy obiegają
obozowisko zataczając coraz mniejsze kręgi i że powstrzymywane od
napadu tylko blaskiem płomienia, wypowiadają rykiem swe
niezadowolenie i obawę.
Widocznie jednak i on sądził, że niebezpieczeństwo grozi jedynie
koniom, gdyż rozstawiwszy palce rzekł:
– Lwy zabić jeden, zabić dwa – nie wszystkie! nie wszystkie!.
– Dorzuć do ognia! – powtórzył Staś.
Buchnął znów żywszy płomień; ryki ustały nagle. Ale Kali
podniósł głowę i patrząc w górę począł nasłuchiwać. – Co tam? – zapytał Staś. – Deszcz! – odrzekł Murzyn. Staś nastawił z kolei uszu. Konary drzewa osłaniały namiot i całą zeribę, więc na ziemię nie spadła jeszcze żadna kropla, ale w górze słychać było szelest liści. Ponieważ parnego powietrza nie poruszał najmniejszy powiew, łatwo się było domyślić, że to deszcz poczyna szemrać w gęstwinie. Szelest wzmagał się z każdą chwilą i po niejakim czasie dzieci ujrzały krople spływające z liści, podobne przy blasku ognia do wielkich, różowych pereł. Jak przepowiedział Kali, rozpoczynała się ulewa. Szelest zmienił się w szum. Spadało coraz więcej kropel, a wreszcie przez gęstwę poczęły przenikać całe sznurki wody. Ognisko pociemniało. Próżno Kali dorzucał całe naręcza. Z wierzchu mokre gałęzie dymiły tylko, a od spodu syczały węgle – i płomień co się wzmógł, to przygasał. – Gdy ulewa zaleje ogień, będzie nas broniła jeszcze zeriba – rzekł Staś dla uspokojenia Nel. W pustyni i w puszczy, rozdział 24, str. 3 fragment 40 |
| 2008-10-20 23:06:44 |