W pustyni i w puszczy, rozdział 28, str. 3

193 Pewnego razu, gdy Staś poszedł na polowanie, a Kali łowił ryby za wodospadem, Nel postanowiła pójść do skały zamykającej wąwóz, aby zobaczyć, jak też Staś z nią sobie poradzi i czy już czego nie dokonał. Zajęta obiadem Mea nie zauważyła jej odejścia,
dziewczynka zaś zbierając po drodze kwiatki osobliwej begonii26,
rosnącej obficie wśród zrębów skalnych, zbliżyła się do pochyłości,
którą wyjechali niegdyś z wąwozu i zeszedłszy na dół znalazła się
przy skale. Wielki głaz, oderwany od rodzimej ściany, zamykał gardziel wąwozu jak i poprzednio. Nel jednak zauważyła, że
tłumacz przysięgły między nim a ścianą jest przejście tak szerokie, że nawet dorosły człowiek mógłby się nim przecisnąć. Przez chwilę zawahała się, po czym przeszła i znalazła się po drugiej stronie. Ale był tam zakręt, który trzeba było minąć, by dojść do szerokiego ujścia zamkniętego wodospadem. Nel poczęła rozmyślać: „Pójdę jeszcze tylko trochę dalej, wyjrzę zza skały, raz spojrzę na słonia, który mnie wcale nie zobaczy, i wrócę. ” Tak rozmyślając posuwała się krok za krokiem coraz dalej, aż wreszcie doszła do miejsca, w którym wąwóz














26
Begonia Johnstoni. rozszerzał się nagle w małą dolinkę, i zobaczyła słonia. Stał odwrócony tyłem do niej, z trąbą zanurzoną w wodospadzie, i pił. To
ją ośmieliło, więc przytuliwszy się do ściany skalnej postąpiła jeszcze
kilka kroków – i jeszcze kilka – a wtem olbrzymi zwierz chcąc polać
sobie boki odwrócił głowę, zobaczył dziewczynkę i zobaczywszy
ruszył natychmiast ku niej.
Nel zlękła się bardzo, ale ponieważ nie było już czasu cofnąć się,
więc przycisnąwszy kolanko do kolanka dygnęła słoniowi, jak umiała
najładniej, po czym wyciągnęła rączkę z begoniami i ozwała się
trochę drżącym głosikiem:
– Dzień dobry, kochany słoniu! Ja wiem, że nie zrobisz mi nic
złego, więc przyszłam, żeby ci powiedzieć dzień dobry. i mam tylko te kwiatki. A kolos zbliżył się, wyciągnął trąbę, wyjął z paluszków Nel wiązkę begonii, lecz włożywszy ją do paszczy wypuścił zaraz na ziemię, gdyż widocznie nie smakowały mu ani włochate liście, ani kwiaty. Nel ujrzała teraz nad sobą trąbę na kształt ogromnego
czarnego węża, który wyciągał się i przeginał: dotknął jej jednej
rączki i drugiej, potem obu ramion i na koniec opadłszy w dół począł
się chwiać łagodnie na obie strony. rozszerzał się nagle w małą dolinkę, i zobaczyła słonia. Stał odwrócony tyłem do niej, z trąbą zanurzoną w wodospadzie, i pił. To
ją ośmieliło, więc przytuliwszy się do ściany skalnej postąpiła jeszcze
kilka kroków – i jeszcze kilka – a wtem olbrzymi zwierz chcąc polać
sobie boki odwrócił głowę, zobaczył dziewczynkę i zobaczywszy
ruszył natychmiast ku niej. Nel zlękła się bardzo, ale.

2008-10-20 23:10:36 



internet bramka sms tłumacz przysięgły tłumacz angielski biura tłumaczeń warszawa bid directory pożyczki