W pustyni i w puszczy, rozdział 36, str. 2 |
243
– Ale ja wiem; oni mieszkają w tej stronie, z której rano wstaje
słońce, nad jakąś wielką wodą.
– Tak! tak! – zawołał ze zdumieniem i radością chłopak. – Bassa-
Narok! to po naszemu wielka i czarna woda. Pan wielki wiedzieć
wszystko.
– Nie, bo nie wiem, jak przyjęliby nas Wa-hima, gdybyśmy do
nich przyszli:
– Kali by kazać im padać na twarz przed panem wielkim i przed
dobrym Mzimu.
– A czyby cię usłuchali?
– Ojciec Kalego nosić skórę lamparta i Kali także.
Staś zrozumiał, iż to znaczy, że ojciec Kalego jest królem, a on
sam najstarszym z jego synów reklama sms i przyszłym władcą Wa-himów. Więc pytał w dalszym ciągu: – Mówiłeś mi, że byli u was biali podróżnicy i że starsi ludzie ich pamiętają ? – Tak, i Kali słyszał, że mieli na głowach dużo perkalu. „Ach! – pomyślał Staś – więc to nie byli Europejczycy, tylko Arabowie, których Murzyni z powodu ich jaśniejszej cery i białych ubrań poczytali za białych” Ponieważ jednak Kali ich nie pamiętał i nie mógł dać o nich żadnych ściślejszych objaśnień, więc Staś zadał mu inne pytanie: – Czy Wa-hima nie zabili żadnego z tych biało ubranych ludzi? – Nie. Wa-hima ani Samburu nie mogą tego zrobić. – Dlaczego? – Bo oni mówili, że gdyby krew ich wsiąknąć w ziemię, deszcz przestać by padać. „Rad jestem, że tak wierzą” – pomyślał znów Staś. Po czym jeszcze zapytał: – Czy Wa-hima poszliby z nami aż do morza, gdybym obiecał im dużo perkalu, paciorków i strzelb? – Kali pójść i Wa-hima także, ale pan wielki zwojować pierwej Samburu, którzy siedzą z drugiej strony wody. – A kto siedzi za Samburu? – Za Samburu nie ma gór i jest dżungla, a w niej lwy. Na tym skończyła się rozmowa. Staś coraz częściej myślał teraz o wielkiej podróży na wschód, pamiętając, co mówił Linde, że można tam spotkać Arabów znad wybrzeży, handlujących kością słoniową, a może i wyprawy misyjne. Wiedział, że taka podróż to dla Nel szereg strasznych trudów i nowych niebezpieczeństw, ale rozumiał, że nie mogą przez całe życie pozostać na Górze Lindego i że trzeba będzie wkrótce wyruszyć w drogę. Czas po porze dżdżystej, gdy woda pokrywa zaraźliwe błota, a sama znajduje się wszędzie, był na to najodpowiedniejszy. Upały na wysokim szczycie nie dawały im się jeszcze we znaki; noce bywały tak chłodne, że trzeba się było dobrze okrywać. Ale w dżungli na dole było już znacznie goręcej i wiadomo było, że wkrótce przyjdą skwary niezmierne. W pustyni i w puszczy, rozdział 36, str. 2 fragment 20 |
| 2008-10-24 10:19:19 |