W pustyni i w puszczy, rozdział 37, str. 2 |
Kraina z dala widziana wydawała się jak jeden las; z bliska jednak
pokazywało się, że wielkie drzewa rosną co kilkanaście, czasem co
kilkadziesiąt kroków. W północnej stronie widać ich było bardzo
mało i okolica przybierała charakter górskiego stepu pokrytego równą
dżunglą, nad którą wznosiły się tylko parasolowate akacje. Trawy
były tam bardziej zielone, mniejsze i widocznie lepsze jako pasza,
albowiem Nel z grzbietu Kinga, a Staś z wyniosłości, na które
wjeżdżał, widzieli tak wielkie stada antylop, tłumacz niemieckiego jakich nie spotkali dotychczas nigdzie. Pasły się one czasem osobno, czasem pomieszane razem: gnu, pufu, ariele, antylopy, krowy, bubale, kozły skaczące i wielkie kudu. Nie brakło także zebr i żyraf. Stada na widok karawany przestawały się paść, podnosiły głowy i strzygąc uszami patrzyły na biały palankin z nadzwyczajnym zdumieniem, po czym pierzchały w jednej chwili; ubiegłszy kilkaset kroków znów stawały, znów przypatrywały się tej nie znanej sobie rzeczy, aż wreszcie zaspokoiwszy ciekawość poczynały się paść spokojnie. Niekiedy zrywał się przed karawaną z łukiem i łomotem nosorożec, ale wbrew swej popędliwej naturze i gotowości do atakowania wszystkiego, co mu się nawinie przed oczy, pierzchał sromotnie na widok Kinga, którego tylko rozkazy Stasia powstrzymywały od pościgu. |
| 2008-10-24 10:19:58 |